Biskup w Janowie 1905

Wydawany w Warszawie „Goniec Wieczorny” dnia 12 września 1905 r. (nr 400) opublikował reportaż Z objazdu Pasterskiego. Informuje on o wizytacji duszpasterskiej biskupa lubelskiego Franciszka Jaczewskiego na Podlasiu. Trzy dni wcześniej pisał o niej również „Kurier Warszawski”, a dokumentujące ją fotografie drukował „Tygodnik Ilustrowany”. Wizytacje tego roku budziły wyjątkowe zainteresowanie prasy. Miały bowiem szczególnie podniosły charakter w związku z opublikowaniem przez cara 17/30 kwietnia 1905 r. ukazu tolerancyjnego, na mocy którego po trzydziestu latach prześladowań greko-katolicy mogli zrezygnować z przymusowej przynależności do prawosławia i przejść do Kościoła rzymsko-katolickiego. Według danych szacunkowych obrządek rzymsko-katolicki wybrało około 100 tys. unitów. Latem 1905 r. bp Jaczewski odwiedził szereg miejscowości, w których witały go dziesiątki tysięcy wiernych, np. w Białej Podlaskiej ok. 30 tys., a w Międzyrzecu ok. 50 tys. Zamieszczony poniżej tekst opisuje m.in. pobyt biskupa w Janowie Podlaskim. Zapewne obecni tam byli unici z Pratulina, gdzie w styczniu 1874 r. trzynastu obrońców świątyni zostało zabitych przez carskich żołnierzy, a dziesiątki odniosło rany. Jeden z uczestników tamtych wydarzeń, Paweł Pikuła z Derła, podtrzymywał biskupa uroczyście wkraczającego do janowskiej katedry.

 

 

Wizytacja biskupia w Hrubieszowie, 1905 r.

Tygodnik Ilustrowany, nr 31, 5.08.1905.

 

Wizytacja biskupia w Siedlcach, 1905 r.

Tygodnik Ilustrowany, nr 42, 21.10.1905.


„Goniec Wieczorny”, wtorek, 30 sierpnia/12 września 1905 r. (nr 400)

Z objazdu Pasterskiego

(Korespondencja własna Gońca)

Janów, dn. 9 września.

J. E . ks. biskup nie wprost z Białej udał się do Janowa, po drodze wstąpił na chwilę do Rozkoszy, rezydencji hr. Mielżyńskich. Pozatem zatrzymywał się u bram, wystawionych po wioskach, przez które przejeżdżał. A więc w Ciciborze, w Hródzie i w lesie niedaleko wsi Osówek. Na wyróżnienie zasługuje włościańska brama Hróda z napisem: „Czegośmy pożądali, tegośmy doczekali – włościanie wsi Hród”. U bram tych lud zgromadzony witał swego pasterza chlebem i solą. Pasterz zaś udzielał błogosławieństwa.

Przy wsi Klonownicy już w parafji Janowskiej spotkały J. E . konne banderje janowskie, które po połączeniu z białskiemi towarzyszyły pojazdowi J. E . aż do Janowa w liczbie przeszło 1000 jeźdźców. Tu także w Klonownicy przywitała J. E. deputacja ziemian i włościan parafji, od których przemówili radca Tow. Kr. Ziem. Kuczewski i włościanin z Klonownicy Hajczuk. Od Klonownicy aż do Janowa wzdłuż szosy wszędzie zalegały gromady ludzi, żądne oglądania oblicza swego pasterza. U wjazdu do Janowa, przy skromnej bramie, z napisem „Serca swe u stóp Twych składamy”, zebrali się na powitanie mieszkańcy Janowa, deputacje od janowiaków – katolików i przybyłe liczne duchowieństwo.

W imieniu miasta witali J. E . dr. weterynarji T. Betley i mieszczanin Zdanowski, w imieniu żydów sędziwy rabin miejscowy, który notabene, kiedy obecny biskup nasz był jeszcze klerykiem, udzielał Mu lekcji języka hebrajskiego.

Rozpoczął się uroczysty pochód. Pasterza podtrzymywali p. Karpiński z Kołczyna i zamożny włościanin, właściciel folwarku i dzierżawca Pikuła z Derła. Baldachim nieśli: mieszczanin Daszyński, włościanin Makarewicz, hr. Plater-Zyberg z Konstantynowa i p. Miniałgo z Janowa. Wolno, uroczyście, przy dźwiękach hymnów nabożnych i orkiestry z Warszawy wkroczył J. E . do wspaniałej katedry, która od lat 38 nie oglądała swego najwyższego gospodarza, w której ten obecny książę kościoła jeszcze jako kleryk, a później profesor i regens seminarjum janowskiego tyle razy zanosił modły o lepszą przyszłość dla swoich.

Z J. E. wkroczyło do kościoła i kilku sędziwych wychowańców b. seminarjum janowskiego a więc: czcigodny ks. Pruszkowski, b. profesor seminarjum janowskiego i b. długoletni dziekan tutejszy, obecny proboszcz z Garbowa, ks. ks. Broniszewski z Węgrowa, Majewski z Łukowa, Abramowicz z Niwisk, Tomaszewski ze Skórca i Obłoża z Sadowna.

Na wszystkich twarzach, a w szczególności tych świadków byłej świetności katedry janowskiej widniało szczere i niezłomne wzruszenie. J. E. zasiadł na tronie; w zastępstwie zaś chorego dziekana miejscowego ks. Stypułkowskiego wszedł na ambonę wikary ks. Kucharski, by w imieniu swem i parafji powitać J. E. Z przemówienia ks. Kucharskiego podajemy kilka danych dotyczących Janowa.

W skład obecnej parafji Janowskiej, wchodzą 3 parafje t. j. właściwa Janowska, Malowo-Góra, gdzie kościół lat temu parę, skutkiem wypadku zgorzał i znany z 1875 roku Pratulin, gdzie kościół został zamieniony na cerkiew prawosławną. Wszystkie 3 te parafje liczyły 3040 wiernych – obecnie liczba ta wzrosła do 13.200.

Ma się rozumieć, że przy takiem powiększeniu się parafji 2 księży wystarczyć nie mogą – to też parafjanie mają nadzieję, że ks. biskup wejdzie w to położenie i nowego kapłana do parafji Janowskiej wyznaczy. Po krótkich modłach za zmarłych J. E. procesjonalnie odprowadzono na plebanję, gdzie też ks. biskup zamieszkał. Podczas całego przyjęcia porządek był wzorowo utrzymany. Zasługa to energicznego i zabiegliwego komitetu.

Wszystko było obmyślone i o wszystkich i wszystkiem pamiętano. Piątek, drugi dzień pobytu J. E. w Janowie w święto Matki Boskiej, zajęły ceremonje kościelne i nabożeństwo, oraz bierzmowanie. Tłumy ludu przybyłego z całej okolicy, przepełniały kościół, roiły się na placu przed kościołem i obszernym rynku.

O godzinie 2-ej komitet zaprosił całe przybyłe duchowieństwo, inteligencję miejscową, ziemiaństwo, gości z dalszych okolic i około 40 włościan z rozmaitych wiosek, by wspólnie z J. E. spożyli obiad, podany w umyślnie zbudowanej altanie wybitej tak jak i w Komarówce i Białej kilimkami miejscowego wyrobu. Nie pamiętam by gdziekolwiek uczta uroczysta tak prędko i tak łatwo przemieniła się w rozmowę ojca z rodziną. To było w Janowie. Po toaście na cześć J. E., wygłoszonym przez p. Karpińskiego i nadzwyczaj pięknem przemówieniu wierszem p. radcy Bryndzy-Nackiego, zabierali głos włościanie.

Wspomnienia chwil przepędzonych w Janowie zapiszą się niezatartemi zgłoskami w sercach wszystkich, którzy brali udział w tej uroczystości. Po obiedzie znów J. E. bierzmował aż do wieczora – i dopiero, gdy dobrze zmierzchło, udał się do siebie.

T. K.


 

Kurjer Warszawski. R. 85, 1905, nr 249 (sobota, 27 sierpnia/9 września)

Z wizytacji pasterskiej, (Sprawozdanie specjalne Kurjera Warszawskiego)

Janów Biskupi, d. 8-go września.

Wybierzmowawszy w Białej 4.749 wiernych, J. E. Biskup Jaczewski podążył do Janowa Biskupiego.

Tu się zgromadziło, jak nigdzie indziej, aż 50-n księży, w tej liczbie kilku z innych djecezji. Z pośród licznych i tłumnych kompanji zwracało uwagę kilka przybyłych z Litwy.

Janów, niegdyś słynna siedziba biskupów podlaskich, obecnie opuszczone i brudne miasteczko, niepodobne do innych siedzib władz powiatowych, bo choć powiat nosi nazwę konstantynowskiego, zarząd powiatu i siedziba władz mieszczą się w Janowie. Kościół na wzgórku, murowany, potężna starożytna dzwonnica i zabudowania dawnego seminarjum po obu stronach kościoła przypominają ubiegłe czasy.

Na przybycie J. E. komitet, złożony pp. Zyberk-Platera, Kuczewskiego, Bryndzy, Zalewskiego i jenerała Betleya, umiejętnie rozdzieliwszy pomiędzy siebie zajęcia, zdołał nadać miastu wygląd uroczysty. Splantowano i zamieciono ulice, stare i niepoczesne domki pozasłaniano zielenią, niektórzy mieszkańcy przed swemi siedzibami pourządzali ładne ołtarze, wzniesiono bramę tryumfalną z napisem: „Serca swe u stóp Twych składamy”.

Kościół i drogę aż do bramy przybrano wieńcami z zieleni i chorągiewkami, o zmroku zaś zapalono lampki różnokolorowe. Na powitanie J. E. radca T. K. Z. p. Kuczewski i włościanin Chajczak wyjechali do Klonownicy, gdzie, jako na granicy parafji, wzniesiono bramę; powtórnie powitali J. E. w Janowie przy bramie: jenerał Betley, Zdanowski, mieszczanin i starozakonni, podając chleb i sól.

Pasterz przybył do Janowa już o zmroku, bo po drodze zatrzymywał się w każdej przydrożnej wiosce, gdzie włościanie powznosili bramki tryumfalne i witali J. E. chlebem i solą.

Przyjazd J. E. poprzedziła tysiączna banderja, która też zamykała pochód. Na jej widok rozległy się głośne: „Niech żyje! Vivat!” – poczem procesjonalnie, przy odgłosach pieśni nabożnej, otoczony duchowieństwem, prowadzony pod ręce przez włościanina Pikułę i p. Karpińskiego z Kołczyna, J. E . wszedł do kościoła.

Tu go powitał z ambony, w imieniu chorego ks. dziekana, ks. wik. Kucharski, streszczając historję Janowa, poprzednio jako wioski zwanej Porohów, a dopiero w połowie XV wieku do znaczenia miasteczka wyniesionej przez biskupa łuckiego, Jana Łosowicza, i od jego imienia Janowem nazwanego. Mówca nakreślił dalej bytność i działalność kilku innych biskupów, aż do ostatniego, ks. Benjamina Szymańskiego, który odznaczył się swoją bogobojnością i nadzwyczajną pracowitością dla dobra powierzonych sobie owieczek. Po wyjeździe z Janowa biskupa Szymańskiego, administrację djecezji podlaskiej powierzono biskupowi lubelskiemu, w następstwie zaś przyłączono ją do lubelskiej.

Jego Ekscelencja, rozrzewniony przemową, z wielkiem zajęciem oglądał świątynię, która bardzo się zmieniła na niekorzyść od czasu, gdy alumn seminarjum podlaskiego, Fr. Jaczewski, bywał w niej, codzień zanosząc modły do Pana zastępów.

Pogoda sprzyjała przyjazdowi biskupa do Janowa, to też i ludu zgromadziło się tu około 20.000 osób.

Dziś obywatelstwo wydaje na cześć Dostojnego Gościa obiad, na który zaproszono przedstawicieli wszystkich stanów.

Z. Borkowski


(oprac. Piotr Pikuła)