Wzrastanie Kościoła

WzrastanieNa półce z nowościami w naszej bibliotece parafialnej (w Krakowie-Mogile) znalazłem książkę, której tytuł obiecuje wskazać narzędzia i sposoby potrzebne do ożywienia wiary, co ma się przyczynić do wzrostu Kościoła. Przekartkowałem, żeby zorientować się, co autor proponuje, a tu moim oczom ukazuje się zielony gąszcz markerowych podkreśleń. Ktoś już zatem przede mną przebrnął przez tę lekturę. Postanowiłem pójść w jego ślady.

Autorem książki „Wzrastanie Kościoła. Narzędzia i sposoby ożywienia wiary w parafiach” jest Pierre-Alain Giffard. Ukazała się ona w 2013 roku nakładem Wydawnictwa Przystanek Jezus w ramach Serii Nowej Ewangelizacji. Rozpoczyna ją bardzo intrygujący wstęp autorstwa ks. bpa Grzegorza Rysia. Z jego słów wynika, że to książka chyba nie dla wszystkich. Raczej dla liderów ewangelizacji i księży. Ze swojej strony jednak zachęciłbym do lektury także liderów grup duszpasterskich, zwłaszcza że, jak zapowiada biskup, książka może pomóc w pastoralnym nawróceniu. Zrozumiałem, o co mogło chodzić biskupowi, gdy dotarłem do zdania: „Nie ma bardziej żałosnego widoku niż pastorowie i księża pędzący luksusowymi samochodami, mieszkający w okazałych domach, ubierający się zgodnie z najnowszymi trendami mody, podczas gdy członkowie ich Kościołów, którzy opłacają pensje swych duszpasterzy, ledwo wiążą koniec z końcem” (s. 151).

Przywołałem ten cytat, ponieważ świetnie ilustruje on, że autor nie owija w bawełnę. Punkt po punkcie wskazuje bolączki wspólnot chrześcijańskich. Jednocześnie wzywa do zmiany myślenia i wkroczenia na nowe ścieżki docierania do ludzi z Dobrą Nowiną.

Książka nie zawiera głębokiej refleksji teologicznej z zakresu nauki o Kościele, jest natomiast zbiorem bardzo praktycznych wskazań popartych przykładami wspólnot, którym w różnym zakresie udało się osiągnąć duszpasterski sukces. Są też i przykłady negatywne, które wszystkim zatroskanym o rozwój Kościoła powinny uświadomić, że nie ma na co czekać, tylko trzeba brać się do pracy.

Ważnym tematem w pracy Giffarda są małe grupy, tzw. komórki. Nie jest to bardzo odkrywcze, ale wciąż mamy chyba problem z umiejętnym wykorzystaniem tego skutecznego sposobu rozwijania Kościoła. W każdej większej parafii mamy co prawda po kilkanaście grup duszpasterskich, jednak w praktyce angażuje się tutaj nikły odsetek wiernych. A przecież idealnie by było, gdyby jak nie wszyscy, to przynajmniej większa część parafian znalazła swoje miejsce w jakiejś wspólnocie dającej możliwość pogłębiania wiary.

Jednym z największych atutów „Wzrastania Kościoła” jest Aneks 1 zawierający listę kilkudziesięciu pytań, dzięki którym liderzy będą mogli przeprowadzić wnikliwy rachunek sumienia w zakresie stosowania (lub nie) czynników wpływających na wzrost Kościoła. Ja już mam go za sobą i widzę, że będzie nad czym pracować.

Tylko po co pracować? Odpowiedź na to zasadnicze pytanie autor umieścił na początku drugiego rozdziału: „Bóg pragnie, aby Kościół wzrastał i by wspólnoty chrześcijańskie się powiększały. Chrześcijanie muszą więc robić wszystko, co w ich mocy, aby zagubione owce wróciły do owczarni i były tam nadal karmione. Wzrost Kościoła wynika z takiego przeświadczenia teologicznego. Jest rezultatem wierności chrześcijan Słowu o szukaniu zagubionych owiec, czyli o pojednaniu kobiet i mężczyzn z Bogiem przez Chrystusa. Bogu zależy na ich odnalezieniu i na tym, by wielkie rzesze ludzi pojednać ze sobą w Kościele. Bez wierności tej misji niemożliwy jest wzrost Kościoła” (s. 38).

Pismo Święte wyjawia nam, że pragnieniem Boga jest, by wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy (1 Tm 2, 4). Chrześcijanin zjednoczony z Bogiem doskonale rozumie to pragnienie, nie może jednak poprzestać na samym pragnieniu. „Wzrastanie Kościoła” pomoże je urzeczywistnić.

Piotr Pikuła